Znalezione w sieci. Warte przeczytania, zachęcam :) Dziękuję temu, kto to napisał i dziekuję sobie, że to znalazłam :)

"Sklep z marzeniami"

Na drzwiach sklepu wisi tabliczka: „Jeśli Twoje życzenie nie zostało spełnione, to znaczy, że jeszcze nie zapłaciłeś”.

Na peryferiach Wszechświata znajduje się mały sklepik. Szyldu dawno już nie ma, został zdmuchnięty przez kosmiczny huragan. Nowego szyldu właściciel sklepu nie powiesił, ponieważ wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzą przecież, że sklep sprzedaje marzenia.

Asortyment jest bardzo bogaty – można tu kupić praktycznie wszystko. Jacht, dom, małżeństwo, posadę prezesa korporacji, pieniądze, dzieci, dobrą pracę, duży biust, medal olimpijski, samochody, drużyny piłkarskie, władzę, sukces i wiele innych dóbr. W sprzedaży nie ma jedynie życia i śmierci – ich dystrybucją zajmuje się Centrala znajdująca się w innej galaktyce.

Każdy klient, który wchodzi do sklepu (bo są też tacy, którzy ani razu nie weszli i do tej pory siedzą na tyłku i zajmują się chceniem) w pierwszej kolejności pyta o cenę swojego marzenia. A ceny są różne.
Wymarzona praca, na przykład, kosztuje rezygnację ze stabilności i przewidywalności, gotowość do samodzielnego planowania i organizowania własnego życia, wiarę we własne siły oraz pozwolenia sobie na taką pracę, jaką kochasz, a nie taką, jaka się nawinie.

Władza ma nieco wyższą cenę: trzeba zrezygnować z pewnych swoich przekonań, nauczyć się znajdować do wszystkiego racjonalne wytłumaczenie, umieć odmawiać, znać swoją wartość (a powinna ona być wysoka), pozwalać sobie na mówienie „ja”, wyrażać własną opinię, niezależnie od akceptacji czy dezaprobaty otoczenia.

Niektóre ceny wydają się dość dziwne: małżeństwo można otrzymać w zasadzie za bezcen, natomiast szczęśliwe życie kosztuje bardzo drogo – wymaga osobistej odpowiedzialności za własne szczęście, umiejętności cieszenia się życiem, znajomości swoich celów, rezygnacji z dążenia by wszystkim dogodzić, doceniania wszystkiego co się ma, pozwolenia sobie na bycie szczęśliwym, świadomości własnych zalet, rezygnacji z bonusu „ofiary”, ryzyka utraty niektórych znajomych…

Nie każdy klient, który wchodzi do sklepu, jest gotów, aby od razu kupić marzenie. Niektórzy, gdy widzą cenę, natychmiast wychodzą.
Inni stoją w zadumie, licząc swoje zasoby i zastanawiając się, skąd wziąć więcej środków. Czasem ktoś skarży się, że ceny są za wysokie i prosi właściciela o rabat albo pyta, kiedy będzie wyprzedaż.

Są też tacy, którzy wyciągają z kieszeni wszystkie swoje oszczędności i odbierają marzenie, zapakowane w piękny szeleszczący papier.
Są zawsze odprowadzani wzrokiem przez zazdrosnych klientów, którzy szepczą złośliwie, że właściciel sklepu to na pewno ktoś z rodziny i marzenie dostali pod ladą, po znajomości.

Właściciela sklepu dawno już proszono, aby obniżył ceny, co zwiększyłoby liczbę klientów. Ale takie postulaty za każdym razem spotykały się z odmową, bowiem właściciel uważa, że to obniży jakość marzeń.

Kiedy pytano go, czy nie obawia się bankructwa, mówił, że nigdy nie zabraknie śmiałków, gotowych ryzykować i zmieniać swoje życie, rezygnując z nawyków i bezpiecznej przewidywalności, zdolnych do wiary w swoje marzenia, mających dość sił i środków, by zapłacić za ich realizację…"

Ja byłam w takim sklepie... Znalazłam go dawno, dawno temu. Weszłam zdecydowana wiedząc czego chcę. Kupiłam wiele "produktów", w tym między innymi Szczęśliwe Życie. Przyznaję, że musiałam wynająć zielony ciągnik siodłowy - dwuosiowy, by pomieścić swoje zakupy. Pozwoliłam sobie na zakup tak bogaty, bo jako jedna z pierwszych klientek z takim ogromnym zapotrzebowaniem - za odwagę otrzymałam od właściciela sklepu bonus w postaci  odroczonego terminu płatności. Ale i bonus nie był tak na prawdę za darmo, bo w podziękowaniu za prolongatę - zobowiązałam się zapłacić dwa razy więcej.
Zobowiązanie uregulowałam dopiero pod koniec roku 2012, w dniu otrzymania faktury. Dziś mogę powiedzieć, że spłaciłam całość...

Całkiem niedawno wysłałam do "Sklepu z marzeniami" podziękowania za transakcję, za przyjaciół i znajomych których dzięki nim zyskałam, i poprosiłam o wystawienie mi Karty Stałego Klienta upoważniającej do zakupu na podobnych zasadach, ale z pewnymi ulgami. Kartę zapakowano w kartonik, obszyto czerwonym atłasem, przewiązano złotą wstążką i wysłano zaadresowaną do mnie. Oprócz karty, otrzymałam wielki, choć zapisany na karcie drobnutkim maczkiem, upominek od firmy, którym był talon na darmowe marzenia ze sklepu. A jako Post Scriptum dołączono kontakt do Centrali mieszczącej się gdzieś w galaktyce a zajmującej się dystrybucją życia oraz śmierci ..

Od razu wykorzystałam kontakt z Centralą  i poprosiłam o przywrócenie zabranego w zeszłym roku życia mojego Taty :(
Udało mi się zdobyć potrzebne dokumenty m.in. potwierdzenie, że nie jestem w Rejestrze Dłużników Wszechświata, i że spłaciłam zobowiązanie Sklepu z marzeniami.
Spełniwszy wymagania Centrali, od niedawna stałam się jedną z oczekujących na marzenie przywrócenia życia, za które płacić nie muszę.
Niestety, dołączając do kolejki dowiedziałam się, że otrzymałam numer Googolplex, a Googolplex - cyt. "ma tyle zer, że nie ma miejsca, w całym widzialnym wszechświecie, aby zapisać tę liczbę, nawet gdybyśmy napisali jedno zero na każdym, oddzielnym atomie." Mimo wszystko poczekam.
Dziękuję za Sklep z marzeniami. I za kartę stałego Klienta. Skorzystałam. I jeżeli jesteś w stanie udźwignąć więcej niż ważysz - naprawdę polecam. Marta Kołodzińska :)