Nozki WarrenaJakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że służę swoim kotom. Ba! Powiedziałabym, że zaszło to ciut za daleko. Ja im najzwyczajniej w świecie usługuję!
Czyszczenie kociej toalety to przyjemność wątpliwa, jednak przykładam się do tego solidnie, bo nikt nie chciałby załatwiać swoich potrzeb w warunkach podobnych jakie pozostawiają po sobie koty. Wiadomo - nie od tego rozpoczynam dzień.
Najpierw przystępuję do próby znalezienia kotów - tych, dla których wstałam zbyt cicho, by mogły mnie zaatakować swoimi czułościami (a trochę tych stworzeń ze mną mieszka – przyznam, że nawet nie wiem kiedy ta liczba tak wzrosła :) Po co szukam? Tylko po to, aby je przywitać, wycałować kinolki, brzuszki, oczka oraz podziękować za to, że mnie zaakceptowały nadając mi status swojego przyjaciela.

 My się naprawdę kochamy bezgranicznie. To są istotki tworzące moją rodzinę, których na pewno nie wytnę ze zdjęć (bez obaw Paula, Ciebie też zostawię :)Już przez sam marsz w kierunku kociego kibelka czuję się zabawnie – jak kwoka ciągnąca za sobą kurczęta. Zawsze oglądam się za siebie, rejestruję wzrokiem czy moi czterołapni drepczą za mną. I przywykłam do tego tak, że czasami odczuwam smutek, kiedy któryś z kotów postanowi zmienić ten dzienny rytuał i zboczy gdzieś z drogi.

rodzina peterbaldowCzyszczenie kuwet to praca monotonna, dość przykra i bardzo obowiązkowa, gdy ma się w domu Lorda Hugona, który za nic w świecie nie wejdzie do kuwety po innym kocie. Swoje niezadowolenie manifestuje sikając gdziekolwiek indziej. Po zakończonej robocie uderza go chwila refleksji i przebłysk zrozumienia błędu jaki popełnił. O tym, że błędy trzeba poprawiać, maskować lub usuwać wie nawet Hugo, o czym zawsze informuje jego próba ukrycia „przewinienia” zakopując niewidzialnym piaskiem, machają łapkami w powietrzu.

Sprzątanie kociego kąta to praca syzyfowa. I nie ważne, czy ma się jednego peterbalda, czy kilka innych mruczących. Koty te to energetyczne bomby na czterech długich łapach. Nadmiar energii, która się w nich kotłuje wrzuca je do kuwety, by z takim samym impetem później je z niej wyrzucić, doczepiając do kota ogon piachu, jak w czasie tornada.
Tornado ma to do siebie, że zabiera ze sobą w wirującą podróż różne ciekawe rzeczy. Najgorzej dla mnie, jako kociej sprzątaczki, gdy moje huragany na 4 nóżkach zabierają w łapki wodę, mieszają ją później z piaskiem z kuwety, by następnie, gdy energia już opadnie – spokojnie przemaszerować pozostawiając odciski łapek na krzesłach, płytkach łazienkowych, wannie...
Kiedyś, dawno, dawno temu – reagowałam. W chwili obecnej, kiedy nauczyłam się kociego języka, dowiedziałam się od nich, że nie powinnam być zła, bo w Alei Gwiazd są odciski większych łap, o których odciśnięcie się zabiega :)