Ja i Fredziu_4aKoty na pewno uczą mnie cierpliwości. Bywa, że cierpliwość nagięta jest do granic. Ale ta chwila, która zdawać by się mogło - grożąca wybuchem - staje się najwartościowszym momentem. Zwykle patrząc wtedy na moje zwierzęta, widzę ich beztroskę spowodowaną zaufaniem, pełne oddanie, ale przede wszystkim bezgraniczną miłość, którą mnie obdarzyły. Moje serce od razu usprawiedliwia szalone gonitwy po stole i zrzucone talerze, których idealne miejsce według kotów jest na ziemi. Miłość wybacza ich nachalność w próbie uzyskania czułości, odpuszcza “pazurkowej roboty” dziury w nowych bluzkach, rozgrzesza wyciągnięte nitki z ulubionego swetra, czy obsikaną torbę z zakupami.
I ta sama miłość przebacza wszystkie inne przewinienia, tolerując dziwne zachowania zwierząt, nieakceptowane u ludzi.

Uczucie z jakim patrzą na mnie zwierzęta, oddanie na jakie decydują się niezależnie od tego czy pogrążam się w smutku, czy jestem zła, czy też śmieję się do rozpuku - powodują, że odciśnięte kocie noski na szybach jawią mi się jako piękny obrazek. I łapię się też na tym, że wycierając ślady tej twórczości na szkle pomijam odbitą małą, kocią łapkę nadając jej charakter znaku fabrycznego producenta szyb.

 


To są właśnie te chwile, kiedy patrzę na kota jak na małe, bezbronne dziecko. Zaczynam mu dziękować, że pozwala mi mieszkać ze sobą, że akceptuje moje kaprysy, toleruje moje humory. To jest moment, kiedy składam podziękowania kotu nawet za to, że skasował przypadkiem ważny plik sadzając swój zacny tyłek na klawiaturze, czy też postanowił sprawdzić niezatapialność laptopa wylewając na niego szklankę soku.

Ja i gromadkaA gdy trzeba, zrezygnuję bez wahania z porannej, gorącej kawy kuszącej mnie chmurką swojego aromatu tylko dlatego, by przytulić kota, który usiadł przede mną ze wzrokiem rozkazującym domagając się czułości, jakby zależała od tego dalsza jego egzystencja. Odmawiam sobie przyjemności na rzecz przytulenia do serca małego czworonoga, wycałowania jego zimnego noska i próby odczytania co mówią jego oczy. I przeżycia te dane mi celebrować w rytmie przepięknej, wymruczanej głośno przez kota melodii. Tak, tak... specjalnie dla mnie.

I gdybym miała możliwość powtórnych narodzin wybrałabym do przejścia tę samą drogę życiową.
Ze wszystkimi smutkami, które mi towarzyszyły, ze wszystkimi radościami, których doświadczałam, ze wszystkimi mniejszymi i większymi turbulencjami w moim życiu. Nie tylko dlatego, że dzięki temu stałam się wrażliwsza i dysponuję bogactwem wiedzy o sobie samej. Ale również dlatego, aby mieć możliwość ponownego spotkania się z brygadą moich kocich przyjaciół, z którymi mieszkam.

Gdyby przyszło mi żyć drugi raz, z wiedzą i pamięcią z tego życia, jestem pewna, że podjęłabym próby odnalezienia swoich kotów, odważnie stawiając czoła napotkanym przeciwnościom. Nawet kosztem poszukiwań latami.

Ja po prostu wpadłam. Od lat jestem zakochana na zabój, oczarowana gatunkiem, stale szamocząca się w sidłach miłości. Pełna podziwu dla istot, którym służę oddanie już tyle lat.