Devika i ja_aZwykle zasypiam na boku, z podgiętymi nogami, a budzę się odrętwiała leżąc w dość niewygodnej pozycji, bo na wznak. Rozumiem, że człowiek robi sobie nocą wędrówki po łóżku, przewraca się z boku na bok, bo we śnie jest bardzo aktywny i ta aktywność ma przełożenie na ruch ciała. Ale ja czasami odnoszę wrażenie, że moje koty dbając o swoją wygodę po prostu rozkładają mnie w nocy jak kanapę, na której każdy z kotów zajmuje swoje miejsce. Hmm… a może tak bardzo chcą strzec mojego snu?
W każdym razie moje ciało staje się dla każdego z nich nocnym miejscem parkingowym, a ja zostaję poddana treningowi wytrzymałości. Pominę już to, co się dzieje, jeśli któryś z kotów zatrzyma się na miejscu innego.

 

Blaneczka – devonka, zasypia na mojej szyi. Gdy nie śpię - z racji tego, że dziewczyna troszkę waży, bo opracowała własny wskaźnik BMI, którego się trzyma (ile lat - tyle wagi), jej tusza pozwala mi usłyszeć tupot tych małych, tłuściutkich nóżek. Początkowo więc mogę się przed tą zwalistą, białą kuleczką uchronić, tworząc jej mało komfortowe warunki do spania, tym samym zniechęcając do wybranego miejsca noclegowego. Wprawdzie odchodzi niezadowolona, ale w żadnym wypadku nie zmartwiona. Ona wie, że chwilę po tym gdy zasnę, będzie mogła ułożyć się wygodnie (czytaj: przygnieść moją szyję i zasłonić swoim ciałem połowę mojej twarzy) po czym zupełnie beztrosko, bez lęku, że mnie udusi - zatka jak zwykle mój nos swoim pyszczkiem.

1Hugo, układa się zawsze na moim brzuchu. I choć nadwagi nie ma, też nie należy do lekkich kotków
(w końcu to facet). Bywa więc, że budzę się w środku nocy z bólem gniecionych trzewi. Ten ból jest prawdziwy i tak uporczywy, że zwykle wtapia się on w mój sen, którego scenariusz jest z reguły podobny: przygniata mnie kamień lub ktoś uderza mnie w brzuch.  Rano, dzięki Hugusiowi czuję jak po torturach.

Leosiowi z kolei muszę zrobić mostek z nóg, pod którym układa się do snu. Oj, a spróbuj mu zburzyć tę budowlę! Będzie tak długo w środku nocy trącał mnie swoją głową /a łeb ma wielki i siłę niemałą/, dopóki nie wyrwie mnie ze snu i dopóki nie zmontuję mu właściwego miejsca do odpoczynku. Niestety, Leo sen ma płytki, więc gdy zaśnie, byle szelest wyrywa go z łóżka. Chcąc sprawdzić źródło dźwięku wyskakuje spod kołdry, by po chwili wrócić, obudzić mnie szturchańcem /czyli znowu dostaję od niego z główki/, z ponownym żądaniem utworzenia mu azylu do spania. Wobec jego żądań staję się posłuszna tylko dlatego, żeby kontynuować swój sen.




Lenka
Lenka jest dziewczyną elegancką i dostojną, ale tylko za dnia. Noc działa na nią jak północ na dziewczynę Shreka. Gdy budzą się gwiazdy, Lena staje się kotką bez wyczucia, traci swoją subtelność na rzecz braku delikatności. Nocą przejdzie po mojej twarzy, stanie całym ciężarem na moim policzku, wgniecie mi pierś, naciągnie włosy, wciśnie łapkę w mój pępek. Moja głowa staje się wtedy dla niej ścieżką, przez którą zawsze trzeba przejść, by znaleźć to właściwe miejsce do snu. Przechadzając się po mnie mruczy donośnie, jakby chodziło jej o to, by mnie obudzić.

A Fredziu? Mój mini kotek zasypia i budzi się słuchając bicia mojego serca. Wygląda jak broszka z najdroższego kruszcu, z osadzonymi diamencikami, przyczepiona do mojej piersi. Fryderyczek jest najmniejszym strażnikiem mojego snu.

Ale czasami, kiedy kochane potwory już zasną, bezszelestnie wygrzebuję się spod nich i po cichutku kładę się w drugim pokoju wpadając w zasłużony sen. A rano? Rano wstaję z powyginanym ciałem, ze zdrętwiałymi nogami wygrzebując się znowu spod kotów, które nocą, nie wiedzieć kiedy przyczłapały za mną. Niestety, moja ucieczka zdaje się na nic… Niewyspana, ze strachem spoglądam w lustro, czy aby koty znowu nie zaplotły mi precyzyjnie kołtunów.

I gdybym potrafiła być asertywną w stosunku do kotów; gdybym tylko potrafiła im zamknąć drzwi przed nosem, kiedy zbliża się pora snu; gdybym umiała powiedzieć im „nie” i gdybym potrafiła zadbać o swój komfort snu… Gdybym to wszystko zrobiła – nie byłabym po prostu sobą…