Fryderyk 24025 stycznia był jednym ze smutniejszych dni mojego życia. Fryderyczek w swoim małym, Fryderyk 245kilogramowym małym ciałku miał wielką wolę życia, ale niestety tego dnia się poddał :( Poddał się, bo walka była nierówna: On maleńki i waleczny, a śmierć wielka i przebiegła. I choć odpieraliśmy ataki śmierci we dwoje co jakiś czas wpierając się wojskiem lekarzy - podstępna śmierć wygrała...

 Trudno mi słowami opisać wyjątkowość Fredzia. Gdybym miała ubrać słowo "doskonałość" w jakieś ciało - nadałabym mu wygląd Fryderyka.
Całe swoje życie uciekał śmierci ale zawsze wracał pozwalając mi się sobą pocieszyć. Liczyłam po cichu, że kolejka do drzwi śmierci jest długa. Niestety, 25 stycznia 2014 to ona zapukała do niego, a Fredziu niepostrzeżenie i ufnie otworzył jej drzwi... Jak zwykle bohaterski!

Fred był dla mnie ogromnym skarbem. Wiedziałam, że nie mogę go zatrzymać, ale zdążył rozkochać mnie w sobie bez pamięci. Każdego dnia kochałam go łapczywie, by mieć tę miłość "na zapas", na wszelki wypadek.

Fryderyk 250Wiem, że dla jednych to był tylko kot. Ale dla mnie to był skarb, który od 3 miesiąca jego urodzin, każdego dnia skrzętnie chowałam przed śmiercią. Spojrzenie Fredzia mnie bolało, rozczulało do granic. Kiedy patrzył mi w oczy - za każdym razem płakałam. On miał to coś, co poruszało każdą komórkę mojego ciała. Zamykając drzwi domu już za nim tęskniłam...
Ale moje zmęczenie psychiczne, życie w ciągłym napięciu co przyniesie Fredziowi kolejny dzień, dwanaście nieprzespanych miesięcy było warte znajomości z Fryderykiem.

Fryderyk 253Chciałam mu oddać 10 lat swojego życia, żeby tylko mógł ze mną jeszcze żyć parę lat. Nie przyjął, odszedł. Tak bardzo go kocham. Dlaczego miłość zawsze musi tak boleć?

Jest wiele rzeczy (nawet tych najbardziej absurdalnych) które udaje mi się pojąć. Już nawet ludzka głupota jest dla mnie bardziej zrozumiałym zjawiskiem niż fakt, że Stwórca, który podarował życie Fredziowi i zadbał o każdy detal w jego wyglądzie zewnętrznym tkając jego ciało precyzyjnie co do wąsika - zapomniał (teraz przypuszczam, że może po prostu nie potrafił, bo nie jest wszechmogący) dopracować parę szczegółów wewnątrz samego Fryderyczka. Stwórca nie jest doskonały, popełnia błędy. Mogę mu je wytknąć w dziesiątkach, setkach, tysiącach.

                                                                                    Mój Mały Wielki Bohaterze!
Kocham Cię Fryderyczku, kocham każdą minutę, którą spędziliśmy razem. Kocham Cię od nocy... do nocy. Kocham Twoje wąsiki, których wzrostu Stwórca nie poskąpił, Twoje łapeczki, od których całowania rozpoczynałam dzień, Twój łysy łepek i policzki, którymi przytulałeś się do mojej twarzy, Twój chudziutki brzuszek, o którym marzyły modelki. Kocham Twoje mądre spojrzenie... a nawet gdyby było głupie - to i tak kochałabym mocno. Kocham, ale teraz tylko w pamięci ;( Wiem, że już nic nie będzie takie same...

Zawsze powtarzałam Ci Fredulku: pamiętaj, że gdy Ciebie zabraknie w moim życiu - skończy się mój świat. Prosiłam Cię walcz (!), zbierz swoje siły (!), zaplanuj dokładnie strategię tej walki (wiem, że była nierówna, ale wierzyłam, że dasz radę). Powtarzałam Ci chłopaku, żebyś ruszył swój zgrabny peterbaldzi tyłeczek, by wygrać to starcie. Dałeś radę rok i dwa miesiące. Dziekuję Ci za to.
Wiedz, że jesteś najcudowniejszym liliputkiem, który rozkochał mnie w sobie bez pamięci.

Chciałam wszystkim bardzo podziękować za wirtualna opiekę nad Fredziem... za to, że dopingowaliście życiu Fryderyczka, że trzymaliście kciuki i wysyłaliście mnóstwo życzliwych słów zachęcających go do walki. Nawet nie wiecie jakie było to dla mnie ważne.

Fryderyk całe swoje życie szedł jak pod wiatr. Szedł odważnie, nie poddawał się, tak jakby was słuchał, a mnie chciał zrobić prezent, dając możliwość spędzenia z nim kolejnego dnia.


Fryderyczek kochał podróże... ale tym razem wybrał się w podróż sam... Mój Mały, Wielki Bohater.